wysocki 02Koniec wieku XVIII i początek XIX to dla Europy okres bardzo burzliwy. Najpierw Rewolucja Francuska potem okres wojen napoleońskich (1803 – 1815) miały całą Europę przewrócić do góry nogami. Sprawcą pożogi wojennej był najsłynniejszy Korsykanin pochodzenia włoskiego - Napoleon Bonaparte, cesarz Francji. Wojna Francji z zaborcami Polski obudziła nadzieje wśród Polaków na odrodzenie państwa. Istotnie, w 1807 roku powstało z pozoru suwerenne Księstwo Warszawskie posiadające konstytucję, sejm, rząd i armię, ale w rzeczywistości było to terytorium zależne od Cesarstwa Francji. Nie przetrwało ono długo. Zniknęło z mapy Europy jak armia Napoleona pod Waterloo w 1815 r. W tym samym roku zakończyły się obrady międzynarodowej konferencji (złożonej z przedstawicieli szesnastu państw europejskich), z racji miejsca gdzie toczyły się spotkania, nazwanej Kongresem Wiedeńskim (wrzesień 1814 – czerwiec 1815). Głównym celem obrad było ustanowienie nowego porządku w Europie. Postanowienia Kongresu dotyczyły także ziem polskich. Z podzielonego Księstwa Warszawskiego powstały: Królestwo Polskie w unii personalnej z Imperium Rosyjskim, Wielkie Księstwo Poznańskie pod panowaniem Prus i Rzeczpospolita Krakowska pod protektoratem trzech zaborców. Warka znalazła się w granicach Królestwa Polskiego. 

Nowoutworzone państwo, potocznie nazywane „Kongresówką” posiadało własną konstytucję, sejm, monetę, szkolnictwo, językiem urzędowym był polski. Car Rosji Aleksander I był jednocześnie królem KP. Utworzone zostało Wojsko Polskie. Na czele armii stanął wielki książę Konstanty Pawłowicz Romanow. Armia składała się z Gwardii Królewskiej, 4 dywizji (po dwie piechoty i jazdy) 3 brygad artylerii, korpusów żandarmerii i saperów. Wojsko posiadało polskie chorągwie i sztandary, odrębne umundurowanie, językiem służbowym był polski. Liczebność w okresie pokoju nie przekraczała 30 tys.

Właśnie w tym burzliwym i niepewnym okresie dziejów przyszedł na świat i dorastał na ziemi wareckiej Piotr Jacek Wysocki, przyszły inicjator powstania listopadowego. Urodził się 10.września 1797 r. w podwareckich Winiarach w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Ojcem był Jan, dzierżawca ziemski, herbu Odrowąż, matką Katarzyna z Brzumińskich. Pierwsze nauki pobierał w rodzinnym domu. Do gimnazjum uczęszczał w Warszawie. W przededniu likwidacji Księstwa Warszawskiego powrócił do Winiar i zajął się pracą na roli. Jako 21-letni młodzieniec ochotniczo zgłosił się do służby w nowoutworzonym Wojsku Polskim. Został kadetem w szeregach pułku grenadierów gwardii w Warszawie. W 1824 r. Wysocki został przyjęty do Szkoły Podchorążych Piechoty. Kiedy młody Piotr Wysocki rozpoczynał swoją karierę wojskową, w jego rodzinnych stronach, w Warce pojawiły się tajemnicze odziały polskich żołnierzy z dziwną literką „R” na naramiennikach. Byli to rakietnicy – elitarny korpus artyleryjski, który posługiwał się najnowocześniejszą w owych czasach bronią rakietową.

Pierwowzoru broni rakietowej szukać należy w Chinach, gdzie wynaleziono w IX w. proch i prowadzono pierwsze eksperymenty z jego wykorzystaniem. W XIII w. proch trafił do Europy. Na ziemiach polskich po raz pierwszy polskie rycerstwo zetknęło się z niszczącym działaniem prochu w 1241 r., podczas najazdu Tatarów, którzy przejęli umiejętności użycia gazów i bomb prochowych od Chińczyków. W miarę rozpowszechniania się prochu w Europie pojawiać zaczęła się broń ładowana odprzodowo – pierwsze prymitywne armaty (bombardy, XIV w.), pistolety lontowe (XV w.). Napęd rakietowy używany był w postaci fajerwerków sygnałowych. W II poł. XVII w. na ziemiach polskich pojawiły się pierwsze opisy broni rakietowej („Sprawa rycerska” Marcina Bielskiego). Broń rakietowa używana była w Indiach w czasie walk Hindusów z Brytyjczykami w k. XVIII w. Broń ta została udoskonalona i spopularyzowana przez angielskiego wynalazcę, zainspirowanego hinduskimi rakietami, Williama Congreve’a – stąd też broń tą określa się mianem rac kongrewskich. Anglicy używali z powodzeniem rac kongrewskich w czasie wojen napoleońskich (Lipsk 1813 r.).

Bronią rakietową interesowano się w tym okresie także na ziemiach polskich. Kurier litewski z 1813 r. opisywał działanie rac kongrewskich:
„[…] składają się z żelaznej wydrążonej kuli, do której blaszana rura mająca wiele otworów jest przytwierdzona; długi pręt równie jak u rac pospolitych, służy do utrzymania kierunku i równowagi. Do ich wyrzucania potrzebna jest machina wielkości stosownej, jednym albo kilka końmi sprzężona i opatrzona dwiema rynnami, tak że zawsze na raz dwie race rzucone być mogą. […] Race mniejsze używane w bitwach ważą po 12 funtów i każdy artylerzysta na konia cztery takie sztuki z sobą wiezie; wielkość ich kuli ma wielkość czterofuntowej kuli działowej. Używane do oblężenia twierdz bywają nie równie większe, i gdy pierwsze poziomo, drugie po linii łukowej wystrzelać się powinny. W momencie, kiedy włożone do rynny i zapalone będą, z gwałtownym hukiem, rykoszetniąc i z otworów rury blaszanej rozrzucając na wszystkie strony płomienisty strumień, lecą około 1000 kroków. […] Wyrzucona z rury materja paląca jest smolna, przylega mocno do każdego przedmiotu, zapala go w jednej chwili i jest prawie nie ugaszona. Kiedy materja palna w rurze będąca strawioną zostanie, machina idzie cicho, i w tenczas zapala się masa w samej kuli zamknięta. […] ma płomień tak głęboko przenikający i tak dzielny, że nawet mokre i surowe drzewo, w jasny ogień rozpala. To trwa przez minut 10, a gdy na koniec ta materja spłonie, następuje eksplozja i kula tak pęka jak pospolity granat. Dwadzieścia takich rac, są zdolne bez zawodu rozproszyć regiment liniowej kawalerii […]” – fragm.. za Marcin Sobotka, Suwalskie Stowarzyszenie Miłośników Historii „Penetrator”, Suwałki 2012.

W królestwie Polskim prekursorem użycia rac był Józef Bem , artylerzysta i inżynier wojskowy. Był on autorem raportu, w którym przedstawił swoje eksperymenty przeprowadzone w latach 1815-19 – „Uwagi o rakietach zapalających”. Raport ten trafił do rąk naczelnego wodza Wojska Polskiego księcia Konstantego Romanowa, wielkiego zwolennika tej prekursorskiej broni. Z jego rozkazu 30 sierpnia 1822 r. utworzono I Polski Korpus Rakietników. Dowódcą korpusu mianowano generała Piotra Bontempsa. Korpus podzielony został na Półbaterię Rakietników Konnych pod dow. kpt. Józefa Jaszowskiego i Półkompanię Rakietników Pieszych pod dow. kpt. Karola Skalskiego. Utworzenie I Korpusu Rakietników było ściśle tajne, dlatego też korpus został przeniesiony do Warki i tam skoszarowany. Od początku istnienia Korpus był jednostką elitarną, składającą się z najlepszych artylerzystów. Liczebność formacji wahała się od 170 żołnierzy w 1822 r. do 276 żołnierzy w 1830 r. W składzie Korpusu znajdowało się wielu rzemieślników: ślusarzy, stolarzy, stelmachów itp. Do ich zadań należała produkcja rakiet w warsztatach arsenału oraz naprawa sprzętu. Rakiety wystrzeliwane były z wyrzutni tzw. kozłów kilku rodzajów: kołowych, trójnożnych, pięcionożnych. Józef Bem zaprojektował kilka typów rac kalibru 2,5 cala i 4 cala. Rakiety posiadały różne głowice: zapalające, wybuchowe. Donośność wyrzucanych rakiet sięgała ok. 1500 m dla 2,5-calowych i ok. 2300 m dla 4-calowych. Terenem ćwiczeń były okolice warszawskich Powązek i nadpilickie błonia – zawsze dla zachowania tajemnicy obstawione żandarmami. W drodze na poligon wyrzutnie zamaskowane były plandekami, by ukryć je przed wzrokiem potencjalnych szpiegów.

Rakiety były bardzo niecelne i mało precyzyjne, ale jako nowa, nieznana broń, tworzyły z pewnością duży efekt psychologiczny. Swoją przydatność pokazywały szczególnie podczas oblężenia, gdzie docenić trzeba ich właściwości zapalające. Ze względu na mniejszą masę niż tradycyjna artyleria rakietnicy byli bardziej mobilni.

Pobyt rakietników w Warce pozytywnie wpłynął na rozwój miasta. Konieczność zapewnienia prowiantu dla ludzi i koni wpływała na ożywienie gospodarcze miasta i okolic. Pojawienie się w prowincjonalnym miasteczku młodych, pięknie umundurowanych, przystojnych mężczyzn z pewnością zrobiło ogromne wrażenie na mieszkańcach, a szczególnie na płci pięknej. Stare powiedzenie „za mundurem panny sznurem” zmaterializowało się w Warce. Warczanki podbiły serca wielu bombardierów. W czasie 7 lat w wareckiej parafii węzłem małżeńskim połączyło się ok. 20 par (R. Matyjas). Sam dowódca Półbaterii Rakietników Konnych kpt. Józef Jaszowski uległ urokowi osiemnastoletniej mieszkanki podwareckich Lechanic. Być może podczas wesel gościom przygrywała ośmioosobowa orkiestra dęta złożona z rakietników. Świadkami podczas ceremonii małżeńskich byli mieszkańcy Warki, a także sami rakietnicy – wytworzyła się więc pewna nowa więź społeczna i mówić można o asymilacji żołnierzy z lokalną społecznością.

Niestety pobyt rakietników w Warce zakończył wybuch powstania listopadowego. Korpus został przeniesiony do Warszawy i zakoszarowany na Solcu.

Czy rakietnicy żegnający się z Warką mieli świadomość, że sygnał do walki w pierwszym, po utracie niepodległości, powstaniu narodowym dał, nie kto inny, jak pochodzący z podwareckich Winiar porucznik Piotr Wysocki?

W styczniu 1831 r. na wniosek kapitana Jaszowskiego Półbateria Rakietników Konnych została przekształcona w Baterię 3 Lekką Artylerii Konnej, sprzęt został przekazany rakietnikom pieszym przeformowanym w Kompanie. Po raz pierwszy rakietnicy wzięli udział w walkach pod Wawrem i Grochowem (20 lutego) nie odnosząc sukcesów z użycia rakiet. Dopiero w bitwie pod Olszynką Grochowską (25 lutego) rakiety powstrzymały atak jazdy rosyjskiej. „Rakietnicy zaczynają natychmiast puszczać swoje race na całą równinę, a zwłaszcza na owe masy jazdy rosyjskiej. Pociski te, nieznane wcale rosyjskiemu wojsku, ogromne wrażenie czyniły na ludziach i koniach, ile że to wrażenie powiększone było przez dzień zimowy, szary i juz chylący się do wieczora. Nie ulega wątpliwości, że te race kongrewskie wiele przyczyniły się do zniweczenia ataku jazdy rosyjskiej” – wspominał w swoich pamiętnikach generał Ignacy Prądzyński. Kompania Rakietników Pieszych wzięła udział w obronie Warszawy we wrześniu 1831 r. Do użycia przeznaczono wówczas ok. 1000 rakiet. w kilku rejonach umocnień. Po upadku Warszawy rakietnicy wraz z innymi oddziałami artylerii i saperów przemaszerowali do Prus. Zakończył się prawie dziesięcioletni okres istnienia w Wojsku Polskim sił rakietowych.

W bitwie o Olszynkę Grochowską i w obronie Warszawy brał udział Piotr Wysocki. Mógł widzieć wystrzeliwane w kierunku Rosjan siejące postrach rakiety. Czy miał świadomość, że wystrzeliwują je bombardierzy wyszkoleni w jego rodzinnej Warce?

Cofnijmy się kilka lat do momentu, kiedy Wysocki ćwiczył młodych podchorążych w warszawskiej szkole. Okres nauki zakończył w 1827 r. kiedy otrzymał stopień podporucznika i nominację na instruktora musztry. Ten niewątpliwy sukces zawdzięczał swojej pilności, zdyscyplinowaniu i doskonałemu opanowaniu musztry. Nominacja na oficera po 3 latach nauki była w Szkole Podchorążych dość rzadka. Jeden z podchorążych żartobliwie obliczył, że po to aby zostać generałem musiałby żyć ponad 288 lat.

Wokół jego osoby skupiał się związek kilku młodych wojskowych, którzy za cel obrali sobie wywołanie zbrojnego powstania i oswobodzenie Ojczyzny spod rosyjskiego panowania. Tajne Sprzysiężenie powstało 15 grudnia 1828 r. Zachętą do założenia tajnego związku były nastroje w Królestwie wywołane klęską Rosji w wojnie z Turcją i sądem sejmowym powołanym przez cara Mikołaja I dla osądzenia działaczy oskarżonych o współpracę z Towarzystwem Patriotycznym. Niechęć wśród podchorążych budził sam książę Konstanty, który wprowadził ślepe posłuszeństwo i konstantynowski dryl w samej szkole. Na czele spisku stanął Piotr Wysocki. Surowy nauczyciel, a jednocześnie koleżeński poza służbą „poczciwy Piotr”, gorliwy patriota, ale potrafiący zahamować młodzieńcze zapędy spiskowców autorytet. Już w roku 1829, w maju zaplanowano zamach na cara Mikołaja I przybyłego do Warszawy na koronację na króla Polski. Sam Wysocki był raczej przeciwnikiem królobójstwa, ale czekał na decyzję posłów. Ci stchórzyli bojąc się odpowiedzialności i nieprzewidywalnych konsekwencji zamachu. Młodym podchorążym krew wrzała w żyłach, a Wysocki studził ich zapał. Rok później pojawiła się kolejna okazja. Mikołaj I ponownie zawitał do Warszawy w związku z obradami IV sejmu KP, zaplanowano porwanie Mikołaja I. Znowu na przeszkodzie stanęli posłowie. Sprzysiężenie, które miało być zalążkiem czynu powstańczego stawało się sprzysiężeniem wyczekiwania. Wysocki postanowił działać bardziej samodzielnie – do sprzysiężenia dopuszczono „cywilów” ze środowisk literackich i dziennikarskich. Przyjęty został m.in. podporucznik Józef Zaliwski – energiczny, rzutki i sprytny organizator należący do Wolnomularstwa Narodowego i rozwiązanego Towarzystwa Patriotycznego. Latem do Polski docierać zaczęły wieści o rewolucji we Francji, powstaniu w Belgii, rozruchach w Niemczech, które ożywiły niepodległościowe nadzieje w stolicy. Obawy budziły plany cara Mikołaja I, który zamierzał wysłać armię rosyjską i Wojsko Polskie w celu zdławienia rewolucji na Zachodzie, a po zakończeniu całej operacji znieść konstytucję i wcielić polskie oddziały do armii rosyjskiej. Wobec rozszerzenia się grona wtajemniczonych w spisek, pojawiła się groźba dekonspiracji sprzysiężenia, w listopadzie rozpoczęły się pierwsze aresztowania. Zapadła decyzja o działaniu – Komitet spotkał się z Joachimem Lelewelem, który miał pozyskać dla sprawy powstania „znamienite” osoby, plan działań w stolicy opracował Zaliwski i sam siebie postawił w roli koordynatora. Wyznaczono datę ataku.

29 listopada 1830 r. zapłonął stary browar na Solcu. Choć nie wszystko poszło tak, jak było zaplanowane (a właściwie jakie były oczekiwania) „bitwa łazienkowska” – największe starcie zbrojne Nocy Listopadowej – i „długi marsz” od Belwederu do Arsenału przy decydującej roli Wysockiego i jego podchorążych (za swoim nauczycielem ruszyło 160 spośród 219) zapoczątkowały powstanie. „Czy zastanowiliście się, czy będziecie w możliwości potęgę Rosji skruszyć?” pytał sędziwy już wówczas Niemcewicz Piotra Wysockiego. Wydaje się, że Piotr Wysocki nie znał odpowiedzi na to pytanie. „On strącił tylko na stromy stok pierwszy wielki głaz. Jak wielką głaz ten pociągnie za sobą lawinę, dokąd ona dojdzie i z jakich składać się będzie kamieni, o tym Wysocki już nie myślał” trafnie zauważa Tadeusz Łepkowski.

Noc Listopadowa, działania podchorążych i samego Wysockiego odbiły się szerokim echem w stolicy, wywołując euforię i wielki entuzjazm wśród mieszkańców. Wysocki w jednej chwili stał się sławnym bohaterem. Odżyły nadzieje, że pod komendą naczelnego wodza, wraz z innymi oficerami doprowadzi do wyzwolenia kraju. Niestety wodzem został gen. Józef Chłopicki – zwolennik pertraktacji i rokowań, a nie walki zbrojnej z carską Rosją. Popularność Wysockiego w stolicy przeszkadzała w realizacji jego polityki. Już w grudniu Piotr Wysocki odprawiony ze stolicy został inspektorem gwardii ruchomych w sandomierskiem. Po detronizacji cara Mikołaja I i proklamowaniu niepodległości w końcu stycznia 1831 r. rozpoczęła się regularna wojna z Rosją. Piotr Wysocki został wezwany do Warszawy, otrzymał nominację na stopień kapitana, a potem został adiutantem nowego Naczelnego Wodza gen. Jana Skrzyneckiego. Jako oficer 7. Pułku piechoty Wysocki wziął udział w bitwach pod Dobrem i Grochowem (luty 1831 r.). Otrzymał Krzyż Złoty Orderu Virtuti Militari. Wziął udział w misji wołyńskiej u boku gen. Józefa Dwernickiego. Mimo zwycięskiej bitwy pod Boremlem (kwiecień 1831 r.) korpus Dwernickiego wraz z majorem Wysockim przekroczył granicę z Austrią. Piotr Wysocki uniknął internowania i w maju ponownie zameldował się w Warszawie. Tu otrzymał dowództwo nad 10. Pułkiem Piechoty, zapanował dla niego okres swego rodzaju bezczynności militarnej – szkolił i wychowywał swoich podwładnych. Po klęsce w bitwie pod Ostrołęką (26 maja) polska armia straciła strategiczną inicjatywę, niezbyt zresztą aktywną. W sierpniu Wysocki został zakwaterowany na Woli. Do Warszawy zbliżały się rosyjskie oddziały Paskiewicza. Kolejny Naczelny Wódz, gen. Jan Krukowiecki, tak jak jego poprzednicy szukał możliwości porozumienia się z Rosją. W obozie polskim ścierały się dwie odmienne koncepcje: walki i negocjacji z Rosją. Pojawiły się plany zamachu stanu i obalenia dotychczasowych przywódców powstania. Piotr Wysocki jak zawsze był lojalny wobec legalnej, polskiej władzy, nawet jeśli nie zgadzał się z jej polityką, odmawiał udziału w zamachu stanu. Gen. Jan Krukowiecki, mimo nieprzychylnej opinii opozycji, podjął próbę rokowań z Paskiewiczem. Wykorzystał popularność Piotra Wysockiego - wiedział, że „poczciwy Piotr” nie odmówi - i skłonił go do udziału w negocjacjach, wraz z gen. Prądzyńskim. Rozmowy zakończyły się fiaskiem. 6 września 1831 r. rozpoczął się szturm na Warszawę. Podczas jej obrony Wysocki walczył na Woli, u boku gen. Józefa Sowińskiego w obronie reduty nr 56. Raniony odłamkiem granatu, ze zwichniętą nogą przeniesiony został do pobliskiego kościoła – tam dostał się w ręce Rosjan. Dwa dni później Rosjanie wkroczyli do Warszawy. Obrona Warszawy była ostatnim militarnym epizodem powstania, choć polskie oddziały poddały się dopiero 21 października. Klęska powstania stała się faktem. Jednak dla Piotra Wysockiego, koniec powstania oznaczał początek prawdziwej męczeńskiej drogi jaką musiał pokonać w swoim życiu, podczas której wykazać się musiał niezwykłą wolą życia oraz wielkim hartem ducha i ciała.

Po uwięzieniu przez Rosjan Wysocki został wyleczony i jako „więzień stanu” osadzony w twierdzy w Bobrujsku. Tam zakuty w kajdany oczekiwał na wyrok. 29 października 1831 r. usłyszał pierwszy i nie ostatni w swoim życiu, wyrok śmierci. Śmierć przez ćwiartowanie. Wyrok ten gen. Fabian von Sacken zamienił na powieszenie. Okrutne oczekiwanie na wyrok trwało. Car Mikołaj I uznał, że tak szybkie zakończenie sprawy Wysockiego jest zbyt prostym rozwiązaniem. Potrzebował pokazowego procesu o szerokim rozdźwięku, dlatego anulował wyrok bobrujski. Skazańca przewieziono w początku 1832 r. do Królestwa i osadzono w twierdzy w Zamościu, a w listopadzie 1832 r. w Warszawie – przykuty łańcuchem do ściany w dawnym klasztorze karmelitów, oczekiwał na śledztwo. Śledztwo trwało grubo ponad rok. Żaden adwokat nie chciał dobrowolnie podjąć się obrony Piotra Wysockiego, bronił go adwokat z urzędu. Wysocki nie dał się złamać, podczas śledztwa i przesłuchań trzymał się zasady „brać wszystko na siebie, osłaniać innych”. Proces odbył się w drugą rocznicę Nocy Listopadowej, zapewne specjalnie wybrano tą datę – 29 listopada 1833 r. „ Nie spodziewam się za moje czyny otrzymać żadnej łaski ani darowania winy mojej” - tak miały brzmieć ostatnie słowa Wysockiego przed sądem. Wyrok śmierci zapadł jednomyślnie – śmierć przez powieszenie. Śmierć zajrzała mu w oczy po raz drugi. Nie prosił o łaskę, odmówił podpisania prośby o ułaskawienie: „Nie dlategom broń podjął, ażebym prosił Cesarza o łaskę, ale dlatego, żeby jej mój naród nigdy nie potrzebował”.

Wyrok nie został wykonany, jakżeż męczące psychikę musiało być dla skazańca oczekiwanie na śmierć… Car Mikołaj inaczej jednak widział dalsze losy Polaka. Dopiero po 10 miesiącach ukaz carski z 16 września 1834 r. zmienił wyrok sądu: zamiast śmierci – zesłanie na Sybir na 20 lat ciężkich robót.

Na początku czerwca 1835 roku Piotr Wysocki dotarł do Aleksandrowska, 70 km na płn.- wsch. od Irkucka. Miał tam pracować w miejscowej gorzelni. Szybko zrodził się plan ucieczki. Myśl o spędzeniu 20 lat poza ojczyzną była dla Wysockiego nie do zniesienia. Powodem podjęcia próby ucieczki była, jak sam po kilkudziesięciu latach wspominał, „nieograniczona i niczym nie zwalczona chęć powrócenia do Europy lub usunienia się od świata”. Niestety nie nastąpiło ani jedno – powrót do Europy, ani drugie – śmierć. Uciekinierzy zostali schwytani. Kolejne śledztwo i wyrok po wielu miesiącach: zesłanie na trzy lata do Akatui, obozu karnego i 1000 uderzeń szpicrutami. Szczególnie ta druga kara, będąca swego rodzaju pohańbieniem dla szlachcica, musiała być dla Piotra Wysockiego dotkliwa. Szpaler rosyjskich żołnierzy wykonał karę. Tylko niesamowicie żelazne zdrowie pozwoliło zesłańcowi przeżyć okrutne cięgi.

W początkach 1836 r., przykuty do taczek w kopalni rudy w Akatui rozpoczął Piotr Wysocki swoją katorżniczą pracę. Tak ją wspominał: „ja miałem młot 14 funtów wagi, kułem nim skałę i chciałem zamordować się, a nie zamordowałem”. Trwała ona do ok. 1842 r. Wtedy otrzymał zezwolenie (prawdopodobnie bez zgody Petersburga) na wolne osiedlenie się w Akatui. Zamieszkał w skromnym domu w Zakrajce, zajmował się pracą na roli i wyrobem mydła – zatrudniał nawet kilku czaladników. Małe kwadratowe kostki mydła z napisem „P.W. Akatuja” znane były na Syberii. Szybko zyskał sobie sympatię i poważanie wśród okolicznych mieszkańców. „Poczciwy Piotr” traktowany był jako „ojciec i dobroczyńca”.

Po klęsce Rosji w wojnie krymskiej (1853 -1856), w przededniu odwilży sewastopolskiej decyzją generał-gubernatora kraju zabajkalskiego Wysocki otrzymał paszport i zezwolenie na powrót do Królestwa Polskiego (24 lipca 1857 r.). Po trzech miesiącach stanął na Rynku w Warce. Ostatnią urzędową adnotację w jego paszporcie pozostawił Burmistrz miasta Warki: „okaziciel niniejszego biletu przybył do miasta Warki dnia 15/27 października 1857 r.” Zakończył się niezwykle tragiczny i ciężki okres życia Piotra Wysockiego – całe swoje dorosłe życie, między 37 a 60 rokiem życia spędził na zesłaniu. Dla większości ludzi jest to czas rozkwitu, realizacji marzeń, stabilizacji, czas spędzony rodzinnie w otoczeniu potomstwa, wśród znajomych i przyjaciół. Dla Piotra Wysockiego ten czas minął zgoła inaczej – w okresie tym towarzyszyło mu nieludzkie cierpienie i przerażająca samotność. Czy powrotowi towarzyszyła radość? Z pewnością. Czy miał świadomość, że powrócił do kraju, miasta pozornie znajomego, ale jakże innego, odległego temu co tkwiło w jego pamięci? Warkę opuścił w wieku 21 lat, od tej chwili do powrotu minęło 39 lat – to przecież prawie dwa pokolenia! Czy ludzie, których pamiętał jeszcze żyli? Czy wśród żyjących byli tacy, którzy pamiętali o Wysockich z Winiar, o rakietnikach? Rzeczywistość okazała się trudna.

Pierwsze dni spędził u nowego właściciela Winiar Kurtza, potem przeniósł się na inny skraj miasta do młynarza Jodłowskiego. W jednym z listów z 1859 r. pisał: „Ja tu żyję jak pustelnik […] do tego stopnia samotność mną opanowała, że mieszkając za miastem u poczciwego młynarza, nawet, prócz do kościoła […] przeszło od czterech miesięcy nie byłem w miasteczku, w którym, prócz burmistrza i jego sekretarza, i doktora, nikogo a nikogo nie znam. Zabawą moją są książki i spacer”.
Piotr Wysocki przybył do Warki właściwie bez żadnych funduszy, ale powrót słynnego powstańca zmobilizował okoliczne ziemiaństwo. Za sprawą rodzin Suskich i Kicińskich zebrane zostały środki na czterdziestomorgową działkę ze skromnym domem. Działkę tą, nazywaną „wójtostwem”, przekazano Piotrowi Wysockiemu. Życie poczciwego Piotra toczyło się powoli, częściowo pod nadzorem władz – musiał co tydzień meldować się na posterunku żandarmerii w Górze Kalwarii. Ciężko było schorowanemu i samotnemu mężczyźnie prowadzić małe gospodarstwo, dlatego zgodził się, by zamieszkał z nim murarz Andrzej Tabaczyński z żoną Julią. O ile biedny murarz był pomocną dłonią w pracy na roli, to jego żona zawłaszczyła sobie gospodarstwo domowe i wykorzystując bezwzględnie dobroć i ustępliwość Piotra, zarządzała jego finansami nie zawsze uczciwie. Piotr z pokorą znosił jej rządy, nie skarżył się na dość skromny jadłospis (chleb, ziemniaki i kapusta) jaki oferowała kuchnia Julii. Czasem, kiedy miarka się przebrała dochodziło do kłótni, o czym dowiadywało się pół Warki z racji donośnego i tubalnego głosu majora. Paczki, które mieszkańcy Warki wysyłali dla Piotra padały łupem pazernej Julii. Wysocki rzadko korzystał z zaproszeń mieszkańców na obiady, unikał wizyt, wolał samotność. Utrzymywał kontakty z wareckimi proboszczami. Często odwiedzał ks. Wronikowskiego, u którego pijał czerwony barszczyk – jego ulubiony napój. „Herbata jest moskiewska, kawa turecko-francuska, a barszczyk to napój czysto polski” jak mawiał. Oferty małżeńskie napływające od ziemianek odrzucał, wybierał samotność.

Piotr Wysocki sporo czasu spędzał na lekturze i pisaniu. Jego zainteresowania krążyły wokół historii. Mimo, że rękopisy Wysockiego nie zachowały się do naszych czasów to wiemy, że obejmowały najstarszy zakres dziejów Polski i okres powstania listopadowego. Zapewne pasja historyczna Wysockiego spowodowała, że zorganizował on w 1859 r. przeniesienie szczątków książąt mazowieckich ze zrujnowanego kościoła dominikańskiego do kościoła franciszkańskiego. Sam też ufundował pamiątkową tablicę.

Uczestnik powstania listopadowego miał bardzo sceptyczne podejście do powstania styczniowego. Zdecydowanie odmówił udziału w walce, kiedy wysłannicy Organizacji Narodowej zaproponowali mu dowództwo jednego z oddziałów. Powstanie uważał za przedwczesne i bez szans powodzenia. Romantyczne uniesienia młodego adiutanta Naczelnego Wodza przegrały z pozytywistycznym realizmem starego weterana.
Na stałe wpisał się w warecki pejzaż – nieco zapomniany stary człowiek w skromnym odzieniu, ale zawsze w wysokich butach i nieodłącznej granatowej konfederatce, której „zdjąć nie myśli, a odebrać nie pozwoli nawet gubernatorowi, choćby miał paść trupem”.

Z wiekiem opuszczały Piotra Wysockiego siły, ubywało mu energii, podupadał na zdrowiu, pojawiły się problemy ze wzrokiem. Nie skarżył się, nie oczekiwał pomocy, nie chciał być dla nikogo ciężarem.
Coraz trudniej było mu pracować w gospodarstwie, stopniowo popadał w długi, zmniejszyło się grono chętnych do pomocy staremu, zapomnianemu weteranowi. Zmuszony trudną sytuacją finansową musiał sprzedać swój majątek. Pieniądze pozostałe po spłaceniu długów planował przeznaczyć na swoje utrzymanie w jednym z warszawskich przytułków. Niestety, nie doczekał tej chwili – zmarł 6 stycznia 1875 r. Pochowany został na wareckim cmentarzu.

Wydaje się, że w świadomości kolejnych pokoleń pamięć o Piotrze Wysockim została „zredukowana” jedynie do Nocy Listopadowej, tak jakby bobrujski wyrok śmierci został wykonany , jakby zniknął z areny dziejów. Przecież, jak zauważa T. Łepkowski, po krótkiej i świetlanej Nocy Listopadowej przeżył długą noc kilkudziesięcioletnią. Na szczęście mieszkańcy Warki pamiętają Piotra Wysockiego. Jego imię noszą dwie tutejsze szkoły. Uczniowie LO im Piotra Wysockiego opiekują się grobem bohatera. W 1970 roku w miejscu, gdzie znajdował się dom Piotra Wysockiego, przy ulicy Wójtowskiej osłonięto pamiątkową tablicę. W 2007 roku, w 150. rocznicę powrotu z zesłania do Warki - odsłonięty został pomnik Piotra Wysockiego. Rok 1830 to ważna data w historii Warki, w roku tym krzyżują się losy rakietników, którzy spędzili młodość w Warce i młodego podporucznika, który młodość stracił skazany na kilkudziesięcioletnie życie na wygnaniu w samotności.

Piotr Kupnicki

 

Galeria zdjęć znajduje się na stronie internetowej pod adresem::
https://muzeumpulaski.pl/podstrony/797-swietlista-noc-i-mroczna-samotnosc#sigProId24417aa699